Ukryte wypadki, cofane liczniki, niebezpieczne modyfikacje – ciemna strona rynku aut używanych
AAA AUTOSamochód z brakującym fragmentem deski rozdzielczej lub elementami wykończenia drzwi. Inny, który po uruchomieniu silnika zamienia się w swoistą komorę gazową, bo czarny dym ze spalanej ropy przedostaje się bezpośrednio do kabiny. Kolejny, z którego rury wydechowej wydobywa się mieszanka wody i oleju. Pojazd, który w Kanadzie po poważnym wypadku przeznaczono na złom. Egzemplarze, które w ciągu dwóch lat były celowo kilkukrotnie przerejestrowywane, by ukryć fakt niewypłacalności właściciela. Nie brakuje również aut z dwukrotnie cofniętym licznikiem przebiegu.
To nie primaaprilisowe żarty czy pojedyncze przypadki, lecz niepokojąca codzienność, z jaką mierzą się specjaliści ds. skupu w największej środkowoeuropejskiej sieci sprzedaży samochodów używanych AAA AUTO. Każdego roku do punktów skupu trafia około 240 tysięcy aut, jednak tylko blisko 80 tysięcy z nich, a więc mniej więcej co trzecie, spełnia wszystkie wymagania i zostaje ostatecznie zakupione.
Oczywiście nie każdy taki przypadek musi oznaczać oszustwo.
Tuning sam w sobie nie jest przestępstwem, ale za niektóre modyfikacje czasem naprawdę należałoby wymierzyć wysoką karę. Zwłaszcza gdy mamy do czynienia z mieszanką korozji, kreatywnego użycia taśmy klejącej i całkowitego braku wyczucia estetyki przy montażu dodatków. Do tego dochodzi jeszcze silnik zalany olejem do tego stopnia, że konserwuje nawet przednią oś. Dokładnie taki egzemplarz Volkswagena Golfa niedawno odrzuciliśmy w jednym z naszych oddziałów – powiedział Petr Vaněček, dyrektor generalny i członek zarządu AURES Holdings. – To naprawdę niewiarygodne, jakie pojazdy niektórzy próbują nam zaoferować. W zdecydowanej większości przypadków nie są to zwykli kierowcy, lecz nieuczciwi handlarze, którzy próbują w ten sposób zarabiać na życie. Dlatego też ponad 60 procent oferowanych nam samochodów nie przechodzi naszego procesu weryfikacji. Najsmutniejsze jest to, że auta, których nie wykupiliśmy, trafiają następnie do zwykłych ogłoszeń i stają się pułapką dla nieświadomych nabywców.
Do punktów skupu AAA AUTO regularnie trafiają samochody, które ubezpieczyciele uznali za całkowicie zniszczone w wypadku, i których naprawa jest nieopłacalna. Na rynku nie brakuje jednak „specjalistów”, którzy potrafią tak „poskładać” auto, że na pierwszy rzut oka wygląda jak nowe.
Ekspert oczywiście od razu to rozpozna, więc takie samochody bezwzględnie odrzucamy. Nawet jeśli auto na pierwszy rzut oka wygląda normalnie, jego parametry bezpieczeństwa, takie jak sztywność skrętna nadwozia, systemy wspomagające i jednostki sterujące, są zazwyczaj nieodwracalnie uszkodzone. Ma to fatalne konsekwencje w razie ewentualnego wypadku. Naprawdę nikt nie powinien jeździć takim samochodem – ostrzega Petr Vaněček.
Typowym przykładem pułapki na rynku samochodów używanych był niedawno dziewięcioletni Hyundai i30 z silnikiem 1.6 CRDi o mocy 81 kW i przebiegiem 150 tys. km. Na pierwszy rzut oka bardzo ładny przedstawiciel typowego polskiego samochodu używanego, świetne auto dla rodziny.
W rzeczywistości samochód ten został w 2025 roku uznany przez ubezpieczyciela za całkowicie zniszczony, a wcześniej miał jeszcze trzy drobne naprawy. Silnik miał przeciekające wtryski i drżał na biegu jałowym, a na każdej osi zamontowano inne opony – z przodu letnie, z tyłu zimowe. Oczywiśnie jest to rozwiązanie skrajnie niebezpieczne. Przebiegły handlarz wysłał swoją żonę z samochodem na do naszego oddziału, gdzie oczywiście nie odniosła sukcesu – opisuje konkretny przypadek Petr Vaněček.
MOŻE ZAINTERESUJE CIĘ TAKŻE
Kolejnym podobnym przypadkiem była Škoda Octavia II generacji w wersji RS z 2007 roku, z mocnym silnikiem benzynowym 2.0 TFSI o mocy 147 kW i przebiegiem zaledwie 167 523 km, w pięknym niebieskim lakierze. Wymarzony samochód. W rzeczywistości specjaliści w oddziale AAA AUTO ustalili, że silnik ma faktyczny przebieg szacowany na około 280 tys. km i jest wyeksploatowany do granic możliwości. Pojazd miał też inne ukryte wady, w tym zaawansowaną korozję, co czyniło go praktycznie gotowym, by trafić do prasy na złomowisku.
Klientem był przy tym poważny sześćdziesięcioletni mężczyzna, który latem ubiegłego roku chciał sprawić sobie przyjemność, kupując szybszy samochód. Kupił od kogoś, kto sprowadził go z Niemiec. Nie znał się na motoryzacji i dopiero po kilku miesiącach zorientował się, że coś jest nie tak, ale sprzedawcy już nie odnalazł. Liczył na odzyskanie przynajmniej 14 000 zł z pierwotnie zainwestowanych 30 000 zł. Niestety, musieliśmy mu odmówić – mówi Petr Vaněček.
To jednak nie koniec tej historii. Jeszcze tego samego dnia wieczorem samochód pojawił się w jednym z prywatnych komisów, a także na portalu ogłoszeniowym, z opisem „silnik i karoseria w doskonałym stanie” oraz ceną 20 000 zł. Sprzedawca ukrył swoją tożsamość, podając jedynie pseudonim. Samochód wciąż czeka na nabywcę, obejrzało go już 1220 osób. Zainteresowanie jest więc naprawdę duże. Tak samo duże będzie jednak późniejsze rozczarowanie nieszczęsnego nabywcy.
Istnieją sygnały, które niemal natychmiast wskazują, że oferta jest dość podejrzana.
Najważniejszym elementem jest cena. Jeśli jest tak atrakcyjna, że trudno się jej oprzeć, najprawdopodobniej kryje się za nią jakiś problem. Dlaczego ktoś miałby sprzedawać auto znacznie poniżej wartości rynkowej, skoro mógłby dostać więcej? – dodaje Petr Vaněček.
Niektóre problematyczne auta faktycznie znajdują nabywców. Następnie poszkodowani klienci próbują je reklamować, zazwyczaj bezskutecznie. Sprytni oszuści dobrze znają się na takich praktykach, a ewentualne postępowania sądowe bywają kosztowne i czasochłonne. Tymczasem, aby uniknąć ryzyka, wystarczy naprawdę niewiele. Warto kupować auta u dużych i sprawdzonych od lat sprzedawców. Prawdziwą gwarancję zapewnia renomowany salon, oferujący solidne zabezpieczenia, profesjonalne działy reklamacyjne oraz dodatkowe ubezpieczenia stanu technicznego i gwarancje prawne przy zakupie.
Źródło: AAA AUTO











