35 lat POLEKSMOT: jak zmienił się w Polsce zawód rzeczoznawcy motoryzacyjnego – rozmowa z Adamem Klusem

35 lat POLEKSMOT: rozmowa z Adamem Klusem Archiwum własne
Paweł Kruk
10.6.2026

Od monopolu PZU i Warty po dane EDR i wyceny pojazdów elektrycznych – z Adamem Klusem, Prezesem POLEKSMOT rozmawiał Paweł Kruk, redaktor naczelny „autoEXPERTa”.

Kiedy w 1991 r. powstawał POLEKSMOT, rzeczoznawca motoryzacyjny pisał opinie odręcznie, a zdjęcia do dokumentacji robiło się na czarno-białej kliszy. Dziś, 35 lat później, eksperci tego środowiska odczytują dane z modułów EDR, stają przed pytaniem, jak wyceniać baterie trakcyjne pojazdów elektrycznych i wkraczają jako biegli na salę sądową. Adam Klus, Prezes POLEKSMOT, podsumowuje trzy i pół dekady zmian – i mówi wprost, czego w tym zawodzie żadna technologia nie zastąpi.

Adam Klus Stowarzyszenie POLEKSMOT źródło: Adam Klus/ archiwum własne
Adam Klus, Prezes POLEKSMOT, podczas konferencji
branżowej – głos eksperta ceniony w środowisku.

POLEKSMOT kończy 35 lat. Jest Pan związany ze stowarzyszeniem od jego pierwszego dnia, a z zawodem jeszcze dłużej. Uprawnienia rzeczoznawcy uzyskał Pan w 1983 r., jeszcze w strukturach Polskiego Związku Motorowego. Skąd wziął się pomysł na założenie odrębnego stowarzyszenia?

Wywodzimy się ze struktur PZM, gdzie rzeczoznawstwo motoryzacyjne funkcjonowało od wielu lat. Gdy w 1991 r. nastąpiły zmiany ustrojowe, Związek odwrócił się od tej działalności i trzeba było znaleźć nową formułę.

Część środowiska z Warszawy po powołaniu stowarzyszenia EKSPERTMOT wybrała model działalności rzeczoznawczej wyłącznie w ramach spółki akcyjnej z centralną strukturą. My postawiliśmy na możliwość prowadzenia indywidualnej działalności i własnych spółek, co pozwalało zachować większą niezależność. Stąd rozłam organizacyjny – choć do dziś relacje z kolegami z Warszawy są dobre, a między stowarzyszeniami istnieje normalna, zdrowa konkurencja.

Jak wyglądała praca rzeczoznawcy w tamtych czasach? Czy dałoby się ją porównać do tego, co dzieje się dziś?

Diametralnie inaczej. W PRL-u na rynku działały tylko dwa towarzystwa ubezpieczeniowe: PZU i Warta. Oba miały podpisane umowy ramowe z organizacją rzeczoznawców PZM.

Raz lub dwa razy w tygodniu do siedziby przychodził gruby zwitek zleceń – sprawy prostsze pracownicy towarzystw rozstrzygali sami, skomplikowane trafiały do nas. Drugą dużą grupę zleceń stanowiły wyceny dla przedsiębiorstw państwowych: każda branża miała swoją flotę i przepisy nakazywały rzeczoznawczą ocenę pojazdu przed jego wycofaniem z eksploatacji.

Dokumentację pisało się odręcznie, panie przepisywały treść na maszynie, fotografie robiło się na czarno-białej kliszy u zaprzyjaźnionego fotografa. To była kompletnie inna rzeczywistość.

rzeczoznawcy – zdjęcie archiwalne źródło: Adam Klus/archiwum własne
Rzeczoznawcy i pracownicy biura PZM w Mysłowicach, lata 70.

Zielone katalogi poszły na makulaturę 

Co z tych przemian – komputeryzacja, wejście zagranicznych ubezpieczycieli, akcesja do Unii Europejskiej – uważa Pan za przełomowe dla zawodu?

Komputeryzacja, bez wątpienia. Proszę spojrzeć na Eurotax czy INFO-EKSPERT [działające w Polsce od wczesnych lat 90. – przypis red.]. Zaczynali od papierowych, miesięcznych katalogów wycen.

Najpierw katalogi były cienkie, potem robiły się coraz grubsze, aż trzeba było je dzielić na samochody osobowe, ciężarowe, naczepy. Sam miałem w biurze cały regał tych wydawnictw i w pewnym momencie zwyczajnie oddałem je na makulaturę — bo po co papier, skoro wszystko jest w systemie, dostępne w ciągu kilku sekund.

Do tego fotografia cyfrowa. To jest przepaść w porównaniu z tym, jak wyglądała dokumentacja 30 lat temu.

Przejdźmy do rynku. Często słyszy się zarzut, że rzeczoznawcy pracują de facto na zlecenie ubezpieczycieli i ich niezależność jest iluzją. Jak Pan odpowiada na taką krytykę?

Odpowiem szczerze: ubezpieczyciele w tej chwili bardzo rzadko korzystają z usług rzeczoznawców. Przy prostych szkodach klient dostaje aplikację na smartfona, robi zdjęcia, przesyła – i dalej to obrabia albo pracownik centrum likwidacyjnego, albo coraz częściej algorytm sztucznej inteligencji, który przygotowuje wstępną ofertę odszkodowania.

Rzeczoznawca pojawia się w sprawach skomplikowanych, spornych lub gdy zachodzi potrzeba odczytu danych z modułów EDR pojazdu. W efekcie coraz więcej naszej pracy skupia się na roli biegłego sądowego, nie eksperta ubezpieczyciela.

A co do niezależności – to jest wyłącznie kwestia postawy konkretnego człowieka. Można pracować pod dyktando zleceniodawcy albo zawsze przedstawiać obiektywną ocenę, niezależnie od tego, kto płaci.

Algorytm nie stanie przed sądem 

W sierpniu zeszłego roku POLEKSMOT uzyskał certyfikat ISO 9001 – co nie jest powszechne wśród polskich stowarzyszeń branżowych. Dlaczego teraz i co konkretnie się zmieniło?

Dwa cele przyświecały tej decyzji. Pierwszy: porządek w obiegu dokumentów, co przy organizacji skupiającej rzeczoznawców wystawiających opinie dla sądów i ubezpieczycieli jest kwestią fundamentalną.

Drugi: certyfikat był warunkiem koniecznym, żeby ubiegać się o dofinansowanie na działalność szkoleniową ze środków zewnętrznych. To inwestycja z myślą o przyszłości: właśnie w kierunku szkoleń i podnoszenia kwalifikacji zamierzamy rozwijać się najintensywniej w najbliższych latach.

Prowadzicie szkolenia z analizy danych EDR, czyli modułów rejestrujących zdarzenia bezpośrednio przed wypadkiem. Co można z tych danych odczytać i jak to zmienia pracę rzeczoznawcy?

Całkiem dużo. Jeżeli dane są rzetelnie odczytane, można ustalić dokładne parametry ruchu pojazdu: prędkość, kąt skrętu kierownicy, naciski na pedały hamulca i przyspieszenia (gazu), a nawet aktywność systemów bezpieczeństwa. To nieocenione przy rekonstrukcji wypadków i w sporach ubezpieczeniowych, gdy ubezpieczyciel kwestionuje deklarowane przez poszkodowanego okoliczności zdarzenia.

Jest jednak i ciemna strona: część zgłaszających szkody doskonale wie, że takie moduły istnieją i przed złożeniem wniosku próbuje wykasować zarejestrowane dane. Miałem do czynienia z takimi przypadkami. Kwestia interpretacji podobnych luk trafia potem do sądu – i tam właśnie coraz częściej pracujemy.

Sztuczna inteligencja wkracza do procesu likwidacji szkód. Czy dla rzeczoznawcy to narzędzie, rywal, czy zagrożenie dla jakości ekspertyz?

Powiem szczerze: nie mam jeszcze wyrobionego zdania. Wiem, że niektórzy koledzy próbowali korzystać z AI przy sporządzaniu opinii i mówią o pozytywnych efektach – głównie w sprawach sądowych. Sam jeszcze nie korzystam.

Moja wątpliwość dotyczy jakości źródeł: AI jest tak dobra, jak dane, na których ją nauczono działania. A te mogą być rzetelne albo wręcz przeciwnie – i na tej podstawie można uzyskać efekty albo wartościowe, albo takie sobie.

Opinia techniczna trafia do sądu i odpowiada za nią konkretna osoba, nie program. Na razie wolę weryfikować wnioski w kilku niezależnych źródłach.

Pojawiają się też zupełnie nowe kategorie pojazdów do wyceny – samochody elektryczne. Jak POLEKSMOT przygotowuje się na BEV-y i szkody bateryjne?

Szczerze? To jeszcze zbyt nowe zjawisko, żeby mówić o ugruntowanych standardach.

Politechnika Śląska prowadziła już dla nas szkolenia w tym zakresie, ale metodologia wyceny baterii trakcyjnych po szkodzie to wciąż otwarta kwestia. Rynek sam musi powiedzieć, jak wycenia się pojazdy elektryczne po kilku, kilkunastu latach eksploatacji.

Obserwujemy też, co robi INFO-EKSPERT, który na bieżąco monitoruje rynek wtórny. Zobaczymy – ale kierunek jest jasny i nie możemy czekać.

Za dużo danych, za mało zdań 

Kto dziś wchodzi do zawodu? Czy napływ młodych rzeczoznawców jest wystarczający?

Chętnych nie brakuje. Stan stowarzyszenia od lat utrzymuje się w okolicach 200 osób: starsi odchodzą, młodzi przychodzą. Ale widzę wyraźny problem – młodzi świetnie obsługują narzędzia, sprawnie poruszają się w systemach, błyskawicznie wyszukują dane.

Natomiast napisanie opinii technicznej – kilku zdań, które będą zrozumiałe dla sędziego lub prawnika – to już poważne wyzwanie. Podejrzewam, że to efekt testowego systemu egzaminowania, który przez lata uczył zaznaczania odpowiedzi, nie formułowania samodzielnej myśli.

Dwie umiejętności są tak samo potrzebne: obsługa narzędzi i pisanie. Niestety coraz częściej dostajemy kandydatów, którzy spełniają tylko pierwsze kryterium.

Jubileuszowe pytanie na koniec: co powiedziałby Pan przyszłemu prezesowi POLEKSMOT, który będzie świętował 70-lecie stowarzyszenia?

Trudne pytanie, bo świat zmienia się tak szybko, że naprawdę nie wiadomo, jak będzie wyglądała motoryzacja za 30 lat. W ciągu mojego życia zawodowego zmieniło się wszystko – i te zmiany jedynie przyspieszają.

Powiedziałbym jedno: nie można stać w miejscu. Trzeba ciągle się szkolić, podążać za rozwojem techniki i prawa, nie wypaść z rytmu.

Wiedza oraz niezależność oceny były fundamentem 35 lat temu, są nimi do teraz – i jestem przekonany, że zostaną nimi na następne 35. W tym zawodzie nie ma drogi na skróty. 

Adam Klus – Prezes Stowarzyszenia Rzeczoznawców Motoryzacyjnych i Maszynowych oraz Biegłych POLEKSMOT z siedzibą w Katowicach (poleksmot.pl). Uprawnienia rzeczoznawcy samochodowego uzyskał w 1983 r., z POLEKSMOT związany od jego założenia w 1991 r. Stowarzyszenie skupia ok. 200 członków, prowadzi działalność szkoleniową i ekspercką.

Źródło: Materiał redakcyjny 

O Autorze

Paweł Kruk

Paweł Kruk jest dyrektorem zarządzającym Raven Media oraz redaktorem naczelnym marek medialnych MM Magazyn Przemysłowy, elektrotechnikAUTOMATYK, autoEXPERT. Z blisko 30-letnim doświadczeniem w branży medialnej, specjalizuje się w tematyce przemysłowej i motoryzacyjnej. Łączy doświadczenie menedżerskie z praktyczną znajomością wyzwań, przed jakimi stoją firmy z tych sektorów.

Tagi artykułu

autoExpert 06 2026

Chcesz otrzymać nasze czasopismo?

Zamów prenumeratę