Jazda na HVO droższa o 79% od ładowania elektryka – analiza T&E
Pixabay_markusspiskeOrganizacja Transport & Environment (T&E) opublikowała analizę, z której wynika, że przejechanie 100 km na czystym HVO kosztuje kierowcę średnio 13 euro – o 79% więcej niż naładowanie akumulatora trakcyjnego samochodu elektrycznego, za które płaci się przeciętnie 7 euro. Wyniki podważają narrację przemysłu paliwowego, który przedstawia zaawansowane biopaliwa jako przystępną cenowo alternatywę dla ropy naftowej.
Debata wokół przyszłości napędów alternatywnych nabrała nowego wymiaru. W czasie, gdy rządy Niemiec i Włoch oraz europejskie stowarzyszenia producentów samochodów wywierają presję na Komisję Europejską, by zaliczyć pojazdy spalinowe zasilane zaawansowanymi biopaliwami do kategorii pojazdów zeroemisyjnych, Transport & Environment przedstawia twarde dane kosztowe. Wyniki są jednoznaczne: HVO (uwodorniony olej roślinny) w czystej postaci jest dziś jednym z najdroższych dostępnych paliw transportowych – i nic nie wskazuje na to, że sytuacja ta ulegnie zmianie.
Ile naprawdę kosztuje 100 km na HVO?
Ładowanie BEV (bateryjny pojazd elektryczny) kosztuje w Unii Europejskiej przeciętnie 7 euro na 100 km. Przejechanie tego samego dystansu na czystym HVO to wydatek rzędu 13 euro — wynika z wyliczenia T&E. Różnica, wynosząca 79%, jest tym bardziej istotna, że przemysł motoryzacyjny i paliwowy forsuje właśnie biopaliwa jako rozwiązanie dostępne tu i teraz, bez konieczności rozbudowy infrastruktury ładowania.
Gdyby lobbyści osiągnęli swój cel i unijne normy CO2 zostały osłabione, kierowcy mogliby znaleźć się przed wyborem technologicznie mniej dojrzałych substytutów HVO. Biopaliwa wytwarzane z frakcji biomasy odpadów komunalnych lub resztek celulozowych byłyby, według T&E, o 80–110% droższe od jazdy na energii elektrycznej.
Biopaliwa samochodowe w konkurencji z lotnictwem
Dodatkowym czynnikiem ryzyka jest konkurencja między transportem drogowym a lotnictwem o ograniczone zasoby zrównoważonych zaawansowanych biopaliw. Unijna regulacja ReFuelEU nakłada na dostawców paliwa lotniczego obowiązek stopniowego zwiększania udziału biopaliw, a kary za niespełnienie norm wynoszą dwukrotność różnicy cen między paliwem kopalnym a biopaliwnymi substytutami. Oznacza to, że producenci paliwa lotniczego mają silny bodziec finansowy, by wykupywać dostępne zasoby biopaliw, zanim trafią one na rynek motoryzacyjny.
Komisja proponuje ulgi – T&E liczy straty
Komisja Europejska zaproponowała przyznanie producentom samochodów ulg emisyjnych z tytułu stosowania biopaliw – rozwiązanie mniej radykalne niż postulaty Berlina i Rzymu, ale wciąż obciążające przyszłych kierowców. Według wyliczeń T&E propozycja ta doprowadziłaby w 2050 roku do wzrostu wydatków na paliwo o 60% w porównaniu z obowiązującymi przepisami. W sumie europejscy kierowcy musieliby wydać o 500 miliardów euro więcej na paliwo w latach 2025–2050 niż w ramach obecnego prawa.
MOŻE ZAINTERESUJE CIĘ TAKŻE
T&E apeluje o utrzymanie norm CO2
Organizacja apeluje do unijnych prawodawców o odrzucenie ulg biopaliwowych i utrzymanie obecnych celów redukcji CO2. Jak podkreśla T&E, odrzucenie proponowanych zmian obniżyłoby wydatki ponoszone przez kierowców, przyspieszyłoby przejście na elektromobilność i ograniczyło zależność Europy od importowanych paliw kopalnych oraz surowców biopaliwowych niespełniających kryteriów zrównoważoności lub obarczonych ryzykiem nadużyć. Dodatkowym argumentem jest odporność samochodów elektrycznych na wahania cen ropy: gdy cena baryłki zbliżyła się do 100 dolarów, dodatkowy koszt zasilania auta benzynowego był pięciokrotnie wyższy niż analogiczny koszt ładowania BEV – wskazuje wcześniejsza analiza T&E.
Źródło: Transport & Environment










