Zielona transformacja w polskim lakiernictwie – technologia gotowa, rynek nie nadąża
stock.adobe.com/supratoSystemy wodorozcieńczalne są w europejskim lakiernictwie naprawczym obecne od ponad dwóch dekad. Producenci lakierów nie szczędzą argumentów – jakościowych, środowiskowych, ekonomicznych. Regulacje unijne ograniczające emisję lotnych związków organicznych (VOC) obowiązują formalnie wszystkich. A mimo to znaczna część polskich niezależnych warsztatów blacharsko-lakierniczych nadal pracuje z lakierami konwencjonalnymi, traktując systemy wodne jak odległą perspektywę, a nie realną opcję na dziś. Transformacja przebiega – nikt temu nie zaprzeczy – ale wolniej, niż wynikałoby to z dostępności technologii, deklaracji producentów i litery prawa. Gdzie leżą prawdziwe bariery? I kto – lub co – rzeczywiście stoi na drodze zielonej zmiany?
- Czy polskie lakiernie są gotowe na zieloną transformację? Eksperci oceniają, które technologie stały się dostępne, a co nadal hamuje ich szersze wdrażanie.
- Niższe zużycie energii, nowe materiały i zmieniające się wymagania rynku. Sprawdź, jakie rozwiązania mogą wpłynąć na koszty funkcjonowania warsztatów lakierniczych.
- ESG przestaje być tematem wyłącznie dla dużych firm. Coraz częściej wpływa także na wymagania stawiane warsztatom współpracującym z flotami i ubezpieczycielami...
- Praktycy z branży komentują kierunek zmian – poznaj opinie specjalistów reprezentujących producentów materiałów lakierniczych oraz ich spojrzenie na tempo transformacji rynku.
Polski rynek lakiernictwa naprawczego nie jest jednorodny. Funkcjonuje na co najmniej trzech różnych prędkościach, a przepaść między nimi tłumaczy wiele z tego, co dzieje się – albo czego nie ma – w obszarze transformacji.
Fabryki OEM od lat pracują wyłącznie na systemach wodorozcieńczalnych, stosując zautomatyzowane linie lakiernicze, w których czynnik ludzki jest zminimalizowany, a parametry aplikacji kontrolowane precyzyjnie. To świat, do którego niezależny warsztat nie ma wstępu i z którym nie może się porównywać.
Autoryzowane stacje obsługi są kolejnym krokiem – zobowiązane wymaganiami importerów i producentów pojazdów, w znacznej mierze przeszły już na systemy wodne lub są w trakcie tego procesu. Stawki rozliczeniowe, z którymi pracują, a także skala działalności pozwalają im na inwestycje, które dla małej lakierni pozostają poza zasięgiem.
Niezależne warsztaty blacharsko-lakiernicze – a to one stanowią trzon polskiego rynku naprawczego pod względem liczby podmiotów – tworzą trzecią kategorię. Tutaj mamy niejednorodny obraz, ale dominujący trend jest wyraźny: systemy rozpuszczalnikowe wciąż rządzą.
Nie dlatego, że technologia wodna jest nieznana. Dlatego, że dla większości z tych podmiotów rachunek ekonomiczny nie wychodzi.
Piotr Modzelewski, Channel Manager Spectral w firmie Novol, wskazuje jednak, że sytuacja powoli się zmienia: – Bariera wejścia systemów wodorozcieńczalnych do warsztatów segmentu B jest z każdym rokiem mniejsza. Świadczy o tym ekspansja systemu Spectral WAVE 2.0, który pojawia się w znacznej części nieautoryzowanych serwisów. Powodów jest kilka – przede wszystkim zmiany pokoleniowe w zarządzaniu lakiernią oraz otwarcie się na nowe technologie zarówno właścicieli, jak i samych lakierników.
To optymistyczna diagnoza. Ale nawet jeśli bariera jest coraz niższa, to wciąż istnieje. I ma bardzo konkretne oblicza. Poznaj zdanie EXPERTa z Novol.
Co faktycznie daje woda
Zanim padnie pytanie o bariery, warto przyjrzeć się temu, co systemy wodorozcieńczalne rzeczywiście oferują warsztatowi. Bo technologiczne argumenty są realne – i potwierdza je nawet praktyk, który ostatecznie z systemów wodnych zrezygnował.
Właściciel niezależnego warsztatu blacharsko-lakierniczego, wieloletni praktyk branży, z którym rozmawiała redakcja, przyznaje wprost: – Jeśli chodzi o dobieralność koloru w lakierach wodnych, jest zdecydowanie lepsza. Kolory dorobione w systemie wodnym można powiedzieć, że co do zera nie różnią się od koloru samochodu. Na systemach konwencjonalnych zawsze trzeba kolor podrabiać, bo składniki podawane przez producentów lakierów nie są tak do końca dokładne i mieszalnik musi dorobić kolor, żeby się akceptowalnie nie różnił z podstawą.
To nie jest opinia marginalna. Precyzja odwzorowania barwy jest jednym z najbardziej wyrazistych argumentów producentów systemów wodnych i jednym z tych, które trudno podważyć w warunkach praktycznych. Ewolucja portfolio produktowego jest w tym kontekście równie istotna.
Tomasz Palkowski, Technical Manager w BASF Coatings Services, opisuje zmiany, które zaszły w ofercie lakierów bezbarwnych i podkładów: – Nie była to powolna ewolucja – to była rewolucja. Głównym motywatorem zmian były ceny energii. Powstały produkty jak Glasurit P-C-22, schnący w ekonomicznej temperaturze 40°C zamiast 60°C. Podkład mokre na mokre P-U-403/409 wysychający w 5 minut radykalnie przyspiesza proces i redukuje koszt energii konsumowanej przez kabinę. Co ważne – produkty te nie wymagają żadnych zmian w sposobie aplikacji ani żadnych dedykowanych narzędzi. Wszyscy mogą zacząć ich używać w każdej chwili.
To argument, który bezpośrednio rozbija jeden z często powtarzanych mitów: że przejście na nowe systemy wiąże się nieuchronnie z kosztownymi inwestycjami w infrastrukturę. Przynajmniej w odniesieniu do części produktów – ten mit jest już nieaktualny. Poznaj zdanie EXPERTa z BASF Coatings Services.
Cena, która wszystko blokuje
Jednak w codziennej rzeczywistości niezależnego warsztatu argument jakościowy zderza się z twardą arytmetyką kosztów. I tu zaczyna się jeden z najważniejszych sporów na polskim rynku lakierniczym.
Właściciel warsztatu, z którym rozmawialiśmy, podaje konkretne liczby: lakier konwencjonalny średniej klasy to koszt ok. 200 zł za litr – przy markach takich jak Mobihel. System Standox w wersji rozpuszczalnikowej to ok. 390 zł za litr.
Tymczasem najtańsze systemy wodorozcieńczalne producentów no-name zaczynają się od 450 zł za litr, a premium – jak wspomniany Standox – sięga 750 zł. To od dwóch do ponad trzech razy więcej za ten sam wolumen materiału.
– Zadzwoniłem do kilku kolegów, którzy zaopatrują się w różnych miejscach, i w żadnym nie ma w tej chwili mieszalników z lakierami wodorozcieńczalnymi – relacjonuje nasz rozmówca.
Obraz, który wyłania się z tych obserwacji, jest prosty: dla warsztatu pracującego pod presją kosztową ubezpieczycieli materiał za 450–750 zł za litr jest poza zasięgiem ekonomicznym.
Marcin Wilgosiewicz, Business Development Manager CAR Automotive Refinish w PPG, rzuca na ten problem inne światło: – Dane z systemów kosztorysowych wskazują, że materiały lakiernicze stanowią jedynie 12–14% całkowitej wartości naprawy. Kryterium decyzyjne powinno opierać się na efektywności technologicznej, a nie wyłącznie na koszcie zakupu. Wyższa wydajność systemu przekłada się bezpośrednio na zwiększenie przepustowości procesowej i optymalizację rentowności na pozostałych 86–88% komponentów kosztorysowych.
To argument ekonomicznie spójny – i w warunkach, gdzie warsztat ma realny wpływ na całość wyceny naprawy, byłby przekonujący. Problem w tym, że polska rzeczywistość rozliczeń ubezpieczeniowych tego wpływu w znacznej mierze warsztatowi odbiera.
Jeśli stawka roboczogodziny jest z góry narzucona i nie uwzględnia wyższego kosztu materiału, to efektywność systemu wodnego staje się argumentem bez pokrycia w rachunku zysków i strat konkretnej lakierni. Poznaj zdanie EXPERTa z PPG.
Katharina Muszkieta-Grygiel, Marketing & Training Manager w firmie Multichem, celnie diagnozuje dualność rynku: – Warsztaty nie szukają po prostu najtańszego produktu, tylko rozwiązania, które pozwala utrzymać opłacalność całej naprawy. Rynek coraz wyraźniej dzieli się segmentowo – wybór linii produktowej wynika nie tylko z ceny, ale z modelu pracy konkretnego warsztatu. Warsztaty pracujące mocniej pod presją kosztową częściej wybierają rozwiązania proste i przewidywalne. Klienci realizujący więcej napraw komercyjnych czy bardziej wymagających technologicznie częściej oczekują mocniejszego pozycjonowania systemowego.
To rozróżnienie jest kluczowe dla zrozumienia polskiego rynku: nie ma jednej odpowiedzi dla wszystkich, bo rynek jest głęboko rozdrobniony – ekonomicznie i operacyjnie. Poznaj zdanie EXPERTki z Multichem.
Nieoczekiwana bariera: strach przed nieznanym
Pośród wszystkich czynników spowalniających transformację jeden jest szczególnie rzadko artykułowany w oficjalnych komunikatach producentów: kwestia postrzegania bezpieczeństwa pracy z systemami wodorozcieńczalnymi przez samych lakierników. Właściciel warsztatu opisuje doświadczenie, które – jak wskazują rozmowy środowiskowe – nie jest odosobnione.
Podczas testowania systemu wodnego sprzedawcy produktu wyraźnie ostrzegali przed zagrożeniami zdrowotnymi i koniecznością stosowania odpowiednich środków ochrony. Efekt był odwrotny od zamierzonego:
– To miały być lakiery wodne, które miały być bezpieczne, a tu się okazało, że jest zupełnie odwrotnie – relacjonuje rozmówca.
Obserwacja, że owady w kabinie lakierniczej przy pracy z lakierami wodnymi padały znacznie szybciej niż przy konwencjonalnych, stała się dla pracowników warsztatu sygnałem alarmowym. Z punktu widzenia chemii i toksykologii sytuacja jest bardziej złożona – lakiery wodorozcieńczalne nie są bardziej toksyczne od rozpuszczalnikowych, ale wymagają innego podejścia do ochrony dróg oddechowych i skóry. Kluczem jest właściwy dobór środków ochrony indywidualnej do konkretnego produktu, a nie do samej nazwy systemu.
Tomasz Palkowski z BASF wskazuje, że edukacja w tym obszarze jest stałym elementem działań firmy: – Bezpieczeństwo pracy użytkowników naszych produktów jest zawsze stawiane na pierwszym miejscu. Absolutnie każde szkolenie rozpoczynamy od przekazania zasad bezpieczeństwa. Z satysfakcją obserwujemy ogromną poprawę w świadomości pracowników lakierni – niełatwo już znaleźć lakiernika nieużywającego maski czy rękawiczek. Szkolnictwo zawodowe lakiernicze w Polsce prawie nie istnieje – praktycznie cała edukacja jest w rękach producentów powłok.
Ostatnie zdanie tej wypowiedzi zasługuje na osobną chwilę refleksji. Jeśli to producenci lakierów są de facto jedynym systemem edukacji zawodowej dla lakierników, to na nich spoczywa nie tylko obowiązek uczenia techniki aplikacji, ale także kształtowania kultury bezpieczeństwa i likwidowania mitów narosłych wokół nowych technologii. A w tej roli – jak pokazuje przypadek opisany przez naszego rozmówcę – komunikacja producencka nie zawsze trafia tam, gdzie powinna.
Szkolenia: jest lepiej, ale kolejka nie znika
Edukacja jest warunkiem koniecznym każdej transformacji technologicznej. W lakiernictwie naprawczym jest to szczególnie widoczne – przejście na system wodorozcieńczalny to nie wymiana jednego produktu na inny, ale zmiana sposobu myślenia o całym procesie aplikacji.
Właściciel warsztatu, z którym rozmawialiśmy, od dwóch lat bezskutecznie stara się o dostęp do szkoleń w zakresie nowych systemów. Wskazuje na trudność z rezerwacją terminów i ograniczoną przepustowość ośrodka szkoleniowego. Ostatnie szkolenie, w którym uczestniczyli jego pracownicy, odbyło się 5–6 lat temu.
MOŻE ZAINTERESUJE CIĘ TAKŻE
– Technologia idzie cały czas do przodu – są wprowadzane nowe podkłady, nowe lakiery bezbarwne, nowe klarniaki. Przydałoby się zaktualizować wiedzę – zaznacza nasz rozmówca.
Novol, jako jeden z producentów, który wyraźnie zainwestował w infrastrukturę szkoleniową, odpowiada na ten sygnał konkretnym działaniem. Piotr Modzelewski opisuje autorski program N-training, oparty na trzech ścieżkach dotarcia do lakiernika: szkoleniach w Centrum Szkoleniowym w Komornikach, szkoleniach bezpośrednio u klienta oraz przez dedykowaną aplikację learningową.
– Widzimy, że potrzeby szkoleniowe rosną i odbieramy coraz więcej sygnałów o chęci poszerzania wiedzy przez naszych klientów. Chcemy pozostać jednym z liderów w tym obszarze – deklaruje Modzelewski.
Wdrożenie aplikacji learningowej jako jednego z kanałów edukacji to istotny krok – pozwala dotrzeć do lakierników tam, gdzie oni są, bez konieczności blokowania dnia pracy na wyjazd do centrum szkoleniowego. To kierunek, który może realnie zwiększyć przepustowość edukacji branżowej, szczególnie w segmencie małych i średnich warsztatów.
Pozostaje jednak pytanie systemowe: czy oferta szkoleniowa producentów, nawet jeśli rozbudowywana, jest w stanie zastąpić to, czego brakuje u źródła – czyli szkolnictwa zawodowego? BASF wprost wskazuje, że lakiernicze szkolnictwo zawodowe w Polsce praktycznie nie istnieje.
Oznacza to, że edukacja rynku jest w rękach podmiotów komercyjnych, które mają w niej własny interes biznesowy. To niekoniecznie problem – producenci materiałów lakierniczych są zazwyczaj najlepiej zorientowani w aktualnym stanie technologii – ale rodzi pytanie o dostępność wiedzy dla tych warsztatów, które z żadnym konkretnym dostawcą nie utrzymują bliskiej relacji.
Ubezpieczyciele: niewidoczna ściana
Jeśli jeden czynnik zasługuje na miano strukturalnego hamulca transformacji polskiego lakiernictwa naprawczego, to jest nim model rozliczeń między warsztatami a towarzystwami ubezpieczeniowymi. Temat pojawia się w rozmowach z praktykami branży tak konsekwentnie, że nie sposób uznać go za przypadkowy – ani za narzekanie jednostki.
Właściciel warsztatu, z którym rozmawialiśmy, przytacza konkretne dane. Stawka roboczogodziny za naprawy z OC w jego lakierni wynosi ok. 80 zł netto. Za naprawy z AC – do 140 zł netto. Tymczasem ten sam warsztat realizuje naprawy dla kontrahenta zagranicznego, operując na kosztorysach z systemu Audatex opracowanych w Niemczech.
Naprawa Volkswagena Golfa z 2024 r., wyceniona w tym samym systemie, wynosi tam 10 000 euro. W Polsce – 10 000 złotych. Roboczogodzina lakiernicza po stronie niemieckiej wynosi: 180–280 euro. Po stronie polskiej: 80–140 złotych. Różnica wynosi od ośmiu do kilkunastu razy.
– Obecny system Audatex i towarzystwa ubezpieczeniowe tak obcinają koszty, żeby koniecznie zmieścić się w pewnych ramach, że my – wykonawcy tych usług – jesteśmy zmuszeni do maksymalnego obniżania kosztów absolutnie na wszystkim. Czyli musimy używać najtańszych produktów, co wiąże się z tym, że są one też jakościowo najgorsze – komentuje nasz rozmówca. I dodaje: – Na pytanie, czy stawki ubezpieczycieli uwzględniają specyfikę systemów wodorozcieńczalnych, odpowiedź jest prosta: absolutnie nie. Jest jedna cena za polakierowanie danego elementu i koniec.
Tomasz Renik z Audatex wyjaśnia mechanizm działania systemu: – Audatex opiera się na uśrednionych danych rynkowych i uwzględnia wyłącznie materiały lakiernicze dopuszczone do obrotu, czyli wodorozcieńczalne. Niższe stawki roboczogodzin w Polsce względem Europy Zachodniej wynikają z niższych kosztów pracy, presji ubezpieczycieli i konkurencji rynkowej. System umożliwia jednak indywidualne dostosowanie stawek przez warsztaty.
To ważne rozróżnienie: system kosztorysowy Audatex sam w sobie nie stanowi trudności – oferuje narzędzia do indywidualizacji wycen. Kwestia dotyczy tego, w jaki sposób z tych narzędzi korzystają – lub nie korzystają – towarzystwa ubezpieczeniowe. Obserwacje z dystrybucji materiałów lakierniczych potwierdzają tę diagnozę. Poznaj zdanie EXPERTa z Audatex.
Aleksander Terelak, prezes firmy NTS wskazuje: – Warsztaty mniejsze, których stawki za roboczogodzinę są sporo niższe niż przewidziane dla dużych podmiotów, odczuwają presję finansową szczególnie dotkliwie. W ich przypadku bardziej liczy się koszt materiału oraz koszt mediów potrzebnych do poprawnej aplikacji i suszenia lakierów wodnych niż presja legislacyjna.
Poznaj zdanie EXPERTa z NTS. Reakcja rynku na tę presję jest już widoczna: właściciel warsztatu relacjonuje, że środowisko niezależnych lakierników, w którym funkcjonuje, poważnie rozważa masowe wypowiadanie umów towarzystwom ubezpieczeniowym, jeśli stawki się nie zmienią.
To sygnał, który trudno zignorować – nawet jeśli jego realizacja pozostaje na razie w sferze deklaracji. Redakcja zwróciła się do PZU SA z prośbą o komentarz do kwestii polityki stawkowej i jej wpływu na możliwości modernizacyjne warsztatów. Do momentu zamknięcia numeru firma nie odpowiedziała na zadane pytania.
Regulacje: prawo, które nie boli
Dyrektywa VOC – ograniczająca emisję lotnych związków organicznych w procesach lakierniczych – jest obowiązującym prawem, które formalnie dotyczy każdej polskiej lakierni. W teorii stanowi jeden z najsilniejszych bodźców do przejścia na systemy niskoemisyjne, czyli przede wszystkim wodorozcieńczalne.
W praktyce – jak wynika z rozmów z uczestnikami rynku – bodźcem tym jest w dużej mierze tylko na papierze. Właściciel warsztatu, z którym rozmawialiśmy, opisuje kontrolę środowiskową, której był poddany:
– Przyjechała kontrola, narzucili nam badanie emisji, za które musieliśmy zapłacić, i dane wysłać do Urzędu Marszałkowskiego. Wynik był pozytywny – mamy kabinę lakierniczą dobrej firmy i dobrej jakości filtry. Lakierujemy na konwencji. Kontrolujący zapytał, na jakich lakierach pracujemy, kazał dostarczyć karty produktów – i zaakceptował.
Na pytanie o przepisy środowiskowe, które mogłyby skłaniać do zmiany systemu, odpowiedź jest jednoznaczna: „Nic o takich przepisach nie wiem”.
Aleksander Terelak potwierdza, że ta sytuacja nie jest wyjątkiem, lecz regułą w segmencie mniejszych podmiotów: – W przypadku dużych warsztatów presja regulacyjna odgrywa znaczącą rolę. Inaczej sytuacha wygląda dla warsztatów mniejszych – tam presja legislacyjna ma mniejsze znaczenie. Dochodzi do tego fakt małej ilości kontroli przeprowadzanych w mniejszych warsztatach.
Mechanizm jest prosty: dobrze wyposażona kabina lakiernicza z odpowiednią filtracją może zdać kontrolę niezależnie od rodzaju stosowanego systemu, o ile emisja mieści się w normie. Dla małego warsztatu to nie jest problem – bo kontroli albo nie ma, albo nie jest surowa. W efekcie regulator – jeden z potencjalnie najsilniejszych motorów transformacji – w praktyce nie pełni tej roli wobec segmentu, który najbardziej potrzebuje impulsu do zmiany.
Kto naprawdę hamuje? Mapa odpowiedzialności
Po zebraniu wszystkich głosów obraz układa się w spójną, choć niekomfortową całość. Transformacja polskiego lakiernictwa naprawczego w kierunku systemów wodorozcieńczalnych jest procesem realnym – ale nierównomiernym, niesynchronicznym i nie tak szybkim, jak sugerowałyby dostępność technologii oraz wymogi regulacyjne. Technologia przestała być barierą.
Producenci – od firmy Novol, przez PPG oraz BASF, po mniejsze podmioty – mają w ofercie systemy dostosowane do różnych skal działalności i różnych budżetów. Systemy wodne stały się prostsze w aplikacji, mniej wymagające sprzętowo i coraz bardziej dostępne cenowo.
To postęp, który trudno kwestionować. Edukacja jest wąskim gardłem, ale niejedyną zaporą.
Szkolenia są dostępne, choć nie zawsze równie łatwo osiągalne dla wszystkich. Brak systemowego szkolnictwa zawodowego to luka, którą producenci starają się wypełniać we własnym zakresie – z rosnącą skutecznością, ale wciąż na zasadach komercyjnych.
Regulacje istnieją, ale nie działają. Prawo formalnie stymuluje zmianę, jednak brak konsekwentnej egzekucji wobec małych podmiotów odbiera regulacjom ich siłę napędową.
Warsztat, który nie jest kontrolowany i który nie odczuwa żadnego ryzyka z tytułu stosowania systemu konwencjonalnego, nie ma regulacyjnego powodu do zmiany. Model rozliczeń ubezpieczeniowych jest fundamentalnym hamulcem.
To tutaj koncentruje się większość barier opisanych w tym materiale. Stawki roboczogodziny, które nie uwzględniają realiów kosztowych pracy z droższym materiałem, skutecznie eliminują ekonomiczny sens konwersji dla niezależnego warsztatu.
Kosztorysowanie, które nie rozróżnia systemów lakierniczych pod kątem kosztu materiału, sprawia, że droższy produkt nie przekłada się na wyższą wycenę naprawy. W efekcie warsztat, który chciałby pracować lepiej, jest finansowo karany za tę ambicję.
Piotr Modzelewski z firmy Novol ma rację, mówiąc o zmieniającym się podejściu rynku – i obserwacja o zmianach pokoleniowych w lakierniach jest trafna. Ale zmiany pokoleniowe nie zmienią rachunku ekonomicznego.
Dopóki model finansowania napraw powypadkowych nie stworzy przestrzeni na wyższy koszt materiału, transformacja będzie postępować tylko tam, gdzie warsztat ma inne źródła przychodów niż naprawy z OC czy AC – czyli w segmentach, które nie są atrakcyjne ekonomicznie. Transformacja rynku nie potrzebuje kolejnych argumentów za technologią wodną.
Potrzebuje czegoś znacznie trudniejszego do osiągnięcia: zmiany modelu, w którym jakość naprawy jest wyceniana adekwatnie do jej realnego kosztu. Bez tego nawet najlepsza technologia pozostanie przywilejem nielicznych.
Źródło: Materiały redakcyjne














